Maraton w pracy zakończony.Pora na wzięcie oddechu.Wczoraj już nadrabialiśmy zaległości rodzinne będąc z wizyta u Dziadka i Wujka (który znów jest starszy o rok:-)).Paciorek jak to bywa ostatnio zachwycony by wizytą przez pierwsze pół godziny, a wszyscy wkoło zachwyceni,bo dziecko śmiało się i próbowało broić ile się da.Doszliśmy z Mężem do wniosku,że da nam jeszcze popalić,bo zapowiada się na niezłego urwisa.Ale za to jest rozkoszny i taki rozbrajający gdy się śmieje:)Nawet Najwspanialsza z Córek pozwala mu wczepiać się w swoje włosy,bo też robi rozkosznie,choć....boleśnie:(
Niestety,w czasie który mam na "oddech" mam do posprzątania "troszkę" przestrzeni.Ale co tam....dam radę.Tym bardziej,że słonko zagląda przez okno i dodaje energii życiowej...JAK JA JUŻ CHCĘ WIOSNY!! Mogłaby już przyjść i zostać.Ale to ciepełko i słoneczko za oknem,to tylko takie chwilowe pocieszenie w tym moim oczekiwaniu.Szkoda...Nie ma co narzekać...Życie trzeba przeżywać "tu i teraz",a teraz...słonko sieci,jest ciepło,przyjemnie i ...ŻYĆ SIĘ CHCE:)))
..a więc....do roboty:))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz