Sergiusz:)

Sergiusz:)

czwartek, 3 lutego 2011

mama idzie do pracy....

To co wydawało się tak odległe w końcu ziściło się...Mama wróciła do pracy.Zanim to jednak nastąpiło moja panika już nie tykała sobie ot tak..równomiernie,ale można było usłyszeć prawie bicie Dzwonu Zygmunta takie żałosne,jakby na alarm. W końcu gdy przyszedł ten dzień jakoś nie mogłam sama uwierzyć w to, że "to już dziś"! Byłam wdzięczna mężowi,że na te pierwsze dni,gdy mnie prawie nie będzie w domu on wziął sobie urlop i ten czas spędził z Paciorkiem. Nie powiem, Niania spisuje się na medal, Paciorek widać zaakceptował ją już jako "swoją",jednak...co Tata to tata!!A i mnie samej jakoś łatwiej było sobie wytłumaczyć,że już przecież wychodziłam o tej porze z domu, świat się wtedy nie walił, Synuś był cały,zdrowy i szczęśliwy,a teraz tylko wracam później,czego on i tak nie doświadcza,bo już smacznie śpi.
A w pracy.....a w pracy też okazało się,że prawie się nic nie zmieniło.Wszystko co robiłam kiedyś,robię teraz z taką samą pewnością, w sobie znajomym rytmie.I gdy "weszłam" już w ten rytm,to można by było myśleć,że do pracy wróciłam poweekendzie,a nie po kilku miesiącach nieobecności.
Tak więc i w domu i w pracy na razie nic się nie wali,choć by zorganizować teraz życie sobie i domownikom przydałyby się już dodatkowe godziny....Ale tak ma już chyba większość Mam:)))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz