Sergiusz:)
niedziela, 30 stycznia 2011
Sabat...chrzest bojowy....z zimą w tle
Zima potrafi zaskakiwać swoim urokiem.Wczorajszy ranek był na to dowodem.W całej okolicy srebrzyło się wszystko w blasku słońca,choć niską temperaturę można było odczuć do szpiku kości.Nawet to,że drzwi mojego "jeździdełka" przymarzły było niczym w porównaniu z tą uciechą jaką się syciły oczy:)
A może to ogólne nastawienie tak zadziałało?Bo łatwiej napawać się pięknem,gdy w "duszy gra i śpiewa"?No,może się troszeczkę zagalopowałam z tym porównaniem...Ja po prostu obudziłam się lżejsza...(szkoda,że nie o parę kilogramów ;-) ).A to za przyczyną piątkowego wieczoru,a ściślej popołudnia i wieczoru.Otóż w piątkowe popołudnie udało nam się w końcu zwołać "sabat":). Czarownic? Raczej Czarodziejek,które przynajmniej sobie wzajemnie potrafią wyczarować lepszy nastrój:)Jest nas trzy i wydawać by się mogło,że to nic takiego spotkać się w gronie Przyjaciółek.A jednak w naszym przypadku to graniczy prawie z cudem.Tym razem udało się. Miałyśmy kilka godzin dla siebie,tak na spokojnie,a nie jak to zwykle bywało w pracy,w pośpiechu.W między czasie przeszłam "chrzest bojowy" Mamy,która pozostawiła swoje pisklątko Niani,a Niania zaliczyła samodzielną kąpiel,karmienie i usypianie Paciorka.Wszystko poszło jak po maśle. Najwspanialsza z Córek przewidując moje rozedrganie w godzinach wieczornych zadzwoniła informując mnie,"że Mały już śpi i na razie nie płacze". Tak więc mogłam spokojnie odetchnąć:))
Gdy paciorek jeszcze do tego przespał dość dobrze noc,ranek można było przywitać w pełnym zachwycie.A zima już o to się postarała:)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz