Dzisiaj w pewnym momencie pomyślałam,że jestem...za stara...Ale od początku....
Paciorek "dostaje ząbków",co czyni go strasznie obolałym,a zarazem marudnym.MY za bardzo nie wiemy co z nim zrobić,jak mu pomóc(bo dostępne środki słabo skutkują)a on sam tym bardziej....więc marudzi,miauczy,piszczy(bo z tej umiejętności chyba sam jest zadowolony)i ogólnie jest "wysokoobsługowy".W nocy do dolegliwości dołączył brzuszek (czego dowodem była ranna, pełna pielucha)co przełożyło się na pobudki ..co dwie godziny...jak u noworodka...A że ja mam sen wyczulony,tak jakbym miała nadal noworodka,moja noc nie należała do najszczęśliwszych.Do tego,gdy z dopołudniowego snu Synusia wybudził listonosz...i Synuś obudził się z płaczem....byłam bliska załamania...Wtedy doszłam do wniosku,że chyba jestem za stara,że mój organizm przy małych dawkach snu nie regeneruje tak szybko sił,a co gorsza obniża poziom cierpliwości....Teraz ja nie wiedziałam co ze sobą zrobić,by nie pogorszyć sytuacji...I wtedy.....I wtedy Paciorek zaczął wyciągać łapki w moją stronę...a gdy palcami dotknął zwisających włosów....roześmiał się w głos....I to wystarczyło.....Nawet kawy dziś już nie potrzebowałam....Paciorek i ten jego śmiech...to cudny lek...na starość:))))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz