Leżąc sobie z Paciorkiem na podłodze,wyczyniając harce i swawole przez moment popatrzyłam na świat z punktu...podłogi....I jak to Mama zauważyłam od razu....kurz na podłodze:))) Wtedy też zastanowiłam się....czy dla mojego dziecka to jest ważne??...Raczej nie...jego nie obchodzi wygląd podłogi...dywanu...(no,chyba że ma ciekawe wzorki),dla niego ważne jest to co jest wkoło...a głownie to,czy Ktoś jest przy nim na tej podłodze...Dla niego ważne są osoby,twarze pojawiające się nad nim oraz to czy się do niego odzywają,uśmiechają....Dlatego ja też patrząc na to z tej perspektywy,cieszyłam się z radosnego śmiechu Paciorka,którego twarzyczkę widziałam nad swoją, trzymając go na wyciągniętych rękach.I nie przeszkadzał mi nawet potok śliny kapiącej z roześmianej buzi prosto mi na twarz (a co tam....naturalne nawilżanie....jedyne w swoim rodzaju:))).
By przetrwać na tej podłodze bez włączającej się co rusz opcji "mamy pedantki"...wystarczy....po pierwsze..nie rozglądać się,po drugie...zapalić tylko lampę gdy się ściemnia, a nie światło główne,po trzecie...zawalczyć z tym kurzem....gdy Paciorek drzemie.A jeśli punkt trzeci nie wypali z jakiś powodów (bo może...jak najbardziej), to ....najlepiej patrz...punkt pierwszy!!! W końcu przyjdzie sobota...a wtedy...kurz już nie będzie miał szans:)))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz