Sergiusz:)

Sergiusz:)

niedziela, 6 marca 2011

klamoty Doroty..

W końcu będę miała miejsce na swoje klamoty...czyli swoją "pracownię":) (hmmm..jak to dumnie brzmi).A to za sprawą tego,że zwolniła się część domu i postanowiliśmy ją podnająć.W ostatnim czasie walczyliśmy by doprowadzić te miejsce do porządku,dzielnie malowaliśmy i sprzątaliśmy.Dzięki Mężowi mam już zamontowany zlew,blat,odszorowaną podłogę i powieszone półeczki(takie proste.."coś z niczego").Zostaje mi wymyć okno i powolutku urządzać się:)Dzięki elektronicznej niani będę mogła tworzyć,gdy Paciorek pójdzie już spać.Mam nadzieję,że znajdę w sobie tyle samozaparcia,by coś jeszcze robić wieczorami.Przewidziałam też miejsce dla Synusia i pomyślałam o zakupie kojca bądź łóżeczka turystycznego.Na ile Paciorek pozwoli przy sobie coś robić,to się okaże...
Na chwilę obecną wstąpił we mnie optymizm i nowa energia.Oby zbliżająca się wiosna pomogła mi to wszystko w sobie zachować.
By jakoś dokumentować swoje wytworu postanowiłam utworzyć kolejnego bloga tylko z moimi pracami...Będę widziała jak się rozwijam...A może znajdzie się ktoś kto tam bezie zaglądał i oceniał???
Czas wszystko pokaże....A na dziś ....optymizmu i energii mam dość,by nie martwić się tym,że śnieg znów powraca...:)

sobota, 26 lutego 2011

o zmęczeniu i.....dojrzewaniu;-)

Powrót do pracy okazał się trudniejszy niż przypuszczałam.I nie do końca dotyczy to samej pracy.Tam radzę sobie w miarę dobrze.Gorzej z domem,a raczej ze mną samą.Bo dom się nie zawalił,rodzina funkcjonuje całkiem dobrze,Paciorek na dobre zaakceptował Nianię.Najwspanialsza z córek,czasami z własnej chęci,czasami pod przymusem pomaga utrzymywać w domu ład i porządek za co jestem jej niezmiernie wdzięczna.Jednak ja sama zaniedbałam się....I nie o wygląd tu chodzi....Ostatnio nawet nie mam czasu ani ochoty sięgnąć do zaczętej książki.Mam wiele planów,może i chęci,ale jakoś sił mi brak.Paciorek zasypia w miarę szybko,dużą część wieczoru mogłabym poświęcić na różne sprawy,a prawda jest taka,że mnie się już za bardzo ręką nawet nie chce ruszyć.A po dniach kiedy wracam z pracy po 22 i jeszcze potem muszę wstawać na 6 rano (całe szczęście,że raz w tygodniu)jestem jak wyciśnięta przez praskę...
Dzisiaj zmusiłam się do usmażenia pączków-oponek, ale to mój pociąg do słodyczy raczej zwyciężył:)Dobrze,że jednak coś zwycięża tą moją "bezsilność".
Może, gdy przyjdzie wiosna i słonko, nowe siły we mnie wstąpią?..a może gdy w końcu Paciorek przestanie ząbkować,przestanie się budzić i pozwoli się wyspać?...a może trzeba ze sobą troszkę powalczyć?...Bo w końcu szkoda czasu na spanie..:)))Szczególnie gdy czas tak szybko ucieka...kolejne urodziny się zbliżają....a ja ...starzeję się:)))No nie...przesadziłaś kobieto....Ja nie starzeję się, ja ....DOJRZEWAM:))))) ciekawe jaki mój rocznik jest w ...konsumpcji?? ;-) ...o to Męża trzeba by zapytać ;-)

poniedziałek, 14 lutego 2011

walentynkowo

Nawet nie przypuszczałam,że mam taką fotkę na czasie:)Już nawet nie pamiętam która z moich Dziewczyn jest autorką tych wyfilcowanych serduszek...Ale wszystko jest do sprawdzenia.
Ja jakoś nie jestem dzisiaj nastawiona "świątecznie".Ból pleców i ramion odbiera mi ostrość widzenia i odczuwania.Choć może...odczuwam zbyt ostro...wszystko szybciej mnie drażni,wyprowadza z równowagi,a za mało cieszy i rozśmiesza...a jeśli już to tak "półgębkiem".Niestety masaże Męża,które wcześniej skutkowały,pomagają na chwilę,nacieranie i Amolem i Fastum przynosi chwilowe ukojenie.Zaopatrzyłam się w końcu w Voltaren w tabletkach,może teraz przyniesie to ulgę.Oby...Bo wcale nie chcę być skrzywioną,zrzędliwą babą,która nawet na serduszka patrzeć nie może.....W gruncie rzeczy to nawet romantyczna jestem:))
A Walentynki to okazja,by partnerowi pokazać że "JESTEM", "PAMIĘTAM". Ot,tak...po prostu...Nawet bez wielkich uniesień...
I mimo swojej zrzędliwości nie zapomniałam o Mężu:)Kupiłam mu to co wydawało mi się,że będzie mu smakowało...A czy jest zadowolony??Po jego minie wnioskować można,że tak,jednak przy braku wylewności z Jego strony....można się tylko domyślać:)
Mój Mały Walenty dostanie Camillię na ząbki i może będzie dzięki temu mniej zrzędliwy:) i bardziej uśmiechnięty:)....tak jak Mamusia po Voltarenie;-)

poniedziałek, 7 lutego 2011

czas na oddech...

Maraton w pracy zakończony.Pora na wzięcie oddechu.Wczoraj już nadrabialiśmy zaległości rodzinne będąc z wizyta u Dziadka i Wujka (który znów jest starszy o rok:-)).Paciorek jak to bywa ostatnio zachwycony by wizytą przez pierwsze pół godziny, a wszyscy wkoło zachwyceni,bo dziecko śmiało się i próbowało broić ile się da.Doszliśmy z Mężem do wniosku,że da nam jeszcze popalić,bo zapowiada się na niezłego urwisa.Ale za to jest rozkoszny i taki rozbrajający gdy się śmieje:)Nawet Najwspanialsza z Córek pozwala mu wczepiać się w swoje włosy,bo też robi rozkosznie,choć....boleśnie:(
Niestety,w czasie który mam na "oddech" mam do posprzątania "troszkę" przestrzeni.Ale co tam....dam radę.Tym bardziej,że słonko zagląda przez okno i dodaje energii życiowej...JAK JA JUŻ CHCĘ WIOSNY!! Mogłaby już przyjść i zostać.Ale to ciepełko i słoneczko za oknem,to tylko takie chwilowe pocieszenie w tym moim oczekiwaniu.Szkoda...Nie ma co narzekać...Życie trzeba przeżywać "tu i teraz",a teraz...słonko sieci,jest ciepło,przyjemnie i ...ŻYĆ SIĘ CHCE:)))

..a więc....do roboty:))

czwartek, 3 lutego 2011

mama idzie do pracy....

To co wydawało się tak odległe w końcu ziściło się...Mama wróciła do pracy.Zanim to jednak nastąpiło moja panika już nie tykała sobie ot tak..równomiernie,ale można było usłyszeć prawie bicie Dzwonu Zygmunta takie żałosne,jakby na alarm. W końcu gdy przyszedł ten dzień jakoś nie mogłam sama uwierzyć w to, że "to już dziś"! Byłam wdzięczna mężowi,że na te pierwsze dni,gdy mnie prawie nie będzie w domu on wziął sobie urlop i ten czas spędził z Paciorkiem. Nie powiem, Niania spisuje się na medal, Paciorek widać zaakceptował ją już jako "swoją",jednak...co Tata to tata!!A i mnie samej jakoś łatwiej było sobie wytłumaczyć,że już przecież wychodziłam o tej porze z domu, świat się wtedy nie walił, Synuś był cały,zdrowy i szczęśliwy,a teraz tylko wracam później,czego on i tak nie doświadcza,bo już smacznie śpi.
A w pracy.....a w pracy też okazało się,że prawie się nic nie zmieniło.Wszystko co robiłam kiedyś,robię teraz z taką samą pewnością, w sobie znajomym rytmie.I gdy "weszłam" już w ten rytm,to można by było myśleć,że do pracy wróciłam poweekendzie,a nie po kilku miesiącach nieobecności.
Tak więc i w domu i w pracy na razie nic się nie wali,choć by zorganizować teraz życie sobie i domownikom przydałyby się już dodatkowe godziny....Ale tak ma już chyba większość Mam:)))

niedziela, 30 stycznia 2011

Sabat...chrzest bojowy....z zimą w tle


Zima potrafi zaskakiwać swoim urokiem.Wczorajszy ranek był na to dowodem.W całej okolicy srebrzyło się wszystko w blasku słońca,choć niską temperaturę można było odczuć do szpiku kości.Nawet to,że drzwi mojego "jeździdełka" przymarzły było niczym w porównaniu z tą uciechą jaką się syciły oczy:)
A może to ogólne nastawienie tak zadziałało?Bo łatwiej napawać się pięknem,gdy w "duszy gra i śpiewa"?No,może się troszeczkę zagalopowałam z tym porównaniem...Ja po prostu obudziłam się lżejsza...(szkoda,że nie o parę kilogramów ;-) ).A to za przyczyną piątkowego wieczoru,a ściślej popołudnia i wieczoru.Otóż w piątkowe popołudnie udało nam się w końcu zwołać "sabat":). Czarownic? Raczej Czarodziejek,które przynajmniej sobie wzajemnie potrafią wyczarować lepszy nastrój:)Jest nas trzy i wydawać by się mogło,że to nic takiego spotkać się w gronie Przyjaciółek.A jednak w naszym przypadku to graniczy prawie z cudem.Tym razem udało się. Miałyśmy kilka godzin dla siebie,tak na spokojnie,a nie jak to zwykle bywało w pracy,w pośpiechu.W między czasie przeszłam "chrzest bojowy" Mamy,która pozostawiła swoje pisklątko Niani,a Niania zaliczyła samodzielną kąpiel,karmienie i usypianie Paciorka.Wszystko poszło jak po maśle. Najwspanialsza z Córek przewidując moje rozedrganie w godzinach wieczornych zadzwoniła informując mnie,"że Mały już śpi i na razie nie płacze". Tak więc mogłam spokojnie odetchnąć:))
Gdy paciorek jeszcze do tego przespał dość dobrze noc,ranek można było przywitać w pełnym zachwycie.A zima już o to się postarała:)

czwartek, 27 stycznia 2011

kubek spokoju...

W końcu wyszło słoneczko...uffff..jak dobrze,bo ja osobiście działam na baterie słoneczne:)Śnieg..owszem....ale wtedy,gdy do pracy chodzić nie trzeba,gdy do samochodu wsiadać nie trzeba , gdy Święta są i patrzeć można na piały puch lecący z nieba z cieplutkiej kuchni,przez okno:)W innych przypadkach preferuję..słoneczko:)Bo w innych przypadkach potrafi dopaść mnie dziwna melancholia,apatia i...takie tam..;-)
Na razie,to chętnie łyknęłabym.....kubek spokoju...I to nie takiego "świętego spokoju",którego wielu może się domagać:)mnie potrzebny jest spokój ducha...,bo moja panika coraz głośniej tyka,co powoduje ogólne...rozedrganie...A stresuje mnie dosłownie wszystko... a powrót do pracy to wszystko nasila...Boję się,czy dam sobie z tym wszystkim radę....z pracą,pozostawieniem Paciorka z Nianią,organizacją na nowo życia...w przyspieszonych warunkach i czasami totalnej kołomyi...czy dam radę zorganizować to tak,by nie odbyło się to tylko moim kosztem,by nie zagubić siebie w tym wszystkim...
Pocieszające jest to,że nie jestem jedyną Mamą na świecie,która wraca do pracy (tak nawiasem,to do lubianej przez siebie pracy)i nie ja sama borykam się z takimi problemami...
Na razie trzeba znaleźć sposób na "odstresowanie"....bo zjadanie "odstresowującej " czekolady może mi nie wyjść na zdrowie...a na pewno wyjdzie...."boczkami":)))

wtorek, 25 stycznia 2011

punkt odniesienia

Leżąc sobie z Paciorkiem na podłodze,wyczyniając harce i swawole przez moment popatrzyłam na świat z punktu...podłogi....I jak to Mama zauważyłam od razu....kurz na podłodze:))) Wtedy też zastanowiłam się....czy dla mojego dziecka to jest ważne??...Raczej nie...jego nie obchodzi wygląd podłogi...dywanu...(no,chyba że ma ciekawe wzorki),dla niego ważne jest to co jest wkoło...a głownie to,czy Ktoś jest przy nim na tej podłodze...Dla niego ważne są osoby,twarze pojawiające się nad nim oraz to czy się do niego odzywają,uśmiechają....Dlatego ja też patrząc na to z tej perspektywy,cieszyłam się z radosnego śmiechu Paciorka,którego twarzyczkę widziałam nad swoją, trzymając go na wyciągniętych rękach.I nie przeszkadzał mi nawet potok śliny kapiącej z roześmianej buzi prosto mi na twarz (a co tam....naturalne nawilżanie....jedyne w swoim rodzaju:))).
By przetrwać na tej podłodze bez włączającej się co rusz opcji "mamy pedantki"...wystarczy....po pierwsze..nie rozglądać się,po drugie...zapalić tylko lampę gdy się ściemnia, a nie światło główne,po trzecie...zawalczyć z tym kurzem....gdy Paciorek drzemie.A jeśli punkt trzeci nie wypali z jakiś powodów (bo może...jak najbardziej), to ....najlepiej patrz...punkt pierwszy!!! W końcu przyjdzie sobota...a wtedy...kurz już nie będzie miał szans:)))

poniedziałek, 24 stycznia 2011

ząbki....brzuszek.....

Dzisiaj w pewnym momencie pomyślałam,że jestem...za stara...Ale od początku....
Paciorek "dostaje ząbków",co czyni go strasznie obolałym,a zarazem marudnym.MY za bardzo nie wiemy co z nim zrobić,jak mu pomóc(bo dostępne środki słabo skutkują)a on sam tym bardziej....więc marudzi,miauczy,piszczy(bo z tej umiejętności chyba sam jest zadowolony)i ogólnie jest "wysokoobsługowy".W nocy do dolegliwości dołączył brzuszek (czego dowodem była ranna, pełna pielucha)co przełożyło się na pobudki ..co dwie godziny...jak u noworodka...A że ja mam sen wyczulony,tak jakbym miała nadal noworodka,moja noc nie należała do najszczęśliwszych.Do tego,gdy z dopołudniowego snu Synusia wybudził listonosz...i Synuś obudził się z płaczem....byłam bliska załamania...Wtedy doszłam do wniosku,że chyba jestem za stara,że mój organizm przy małych dawkach snu nie regeneruje tak szybko sił,a co gorsza obniża poziom cierpliwości....Teraz ja nie wiedziałam co ze sobą zrobić,by nie pogorszyć sytuacji...I wtedy.....I wtedy Paciorek zaczął wyciągać łapki w moją stronę...a gdy palcami dotknął zwisających włosów....roześmiał się w głos....I to wystarczyło.....Nawet kawy dziś już nie potrzebowałam....Paciorek i ten jego śmiech...to cudny lek...na starość:))))

niedziela, 23 stycznia 2011

pomysł na......c.d.

Właśnie wpadł mi do głowy pomysł..:)Niejedna matka zarobiłaby na dodatkowe deserki dla swojego dziecka,gdyby....producenci utworzyli skupy słoiczków...:)))Skoro można wymieniać za kaucją piwo,to dlaczego by nie...zupki?:))Ja wiem,że dla dzieci wszystko powinno być najwyższej jakości,ale aż żal patrzeć ile szkła się marnuje....dobrze,że ja chociaż mam pomysł na jego przetworzenie:))))

pomysł na....

Wizyta u Dziadka się udała...Dziadek wniebowzięty,choć może sobie myślał,że tego wcale nie widać."Ten mały podciep" sprawia mu tak wielka frajdę jak nam,mimo że tego nie okazuje...Ale już taki jest...mało wylewny, ale...dobrze że JEST:)
Dzisiejszy dzień tak bardziej na leniwie...w domciu...na...podłodze,bo ostatnimi czasy właśnie Paciorek nas sprowadził "do parteru":)
Obiecałam sobie jednak,że dzisiaj także przysiądę i poszukam "pomysłu na..".Pomysłu na słoiczki po zupkach...nie pisze dokładnie jakich,bo to nie panel reklamowy,za to mi nie płacą(a mogliby...miałabym co opowiadać;-)).Gdy wrócę do pracy czas zacząć normalne zajęcia...a że kiermasz się zbliża,coś ciekawego trzeba wymyślić. Co prawda już kiedyś malowałam z dziećmi szkło,robiłam "coś z niczego",ale teraz potrzebuję czegoś co mnie samą...zachwyci...Tylko,że ograniczeniem jak zwykle jest....kasa...na materiały...by szefostwo nie padło na zawał,gdy tylko wrócę i strzelę wysokością zaliczki jaka mi potrzebna do podjęcia zajęć:)
Jak coś cudnego wymyślę,stworzę...mogę pomysł odsprzedać....;-)....słoiczki również...bo systematycznie mi ich przybywa:)
Do pracy czas się zabrać...póki synuś nie wzywa na podłogę:)))

sobota, 22 stycznia 2011

kolejny etap...

Prawie jak w reklamie lub poradnikach żywienia młodego człowieczka....Kolejny etap....Mama idzie do pracy..Mleko co prawda następne jeszcze nie kupione,Mama ma tydzień zaległego urlopu,a jednak....wszystko się wokół tego kręci.Dlatego też dołączyła do nas Niania. Kolejna jakże ważna osóbka w życiu Paciorka. I co jest najciekawsze w tym wszystkim...Niania przyzwyczaja się do maluszka i radzi sobie coraz lepiej,Paciorek przyzwyczaja się do Niani i mimo,że gorzej sypia,też radzi sobie całkiem dobrze,a Mama....Mama przyzwyczaiła się do Niani,ale i sypia gorzej i...nie radzi sobie z tym zupełnie.:))))Szczególnie gdy jest się nadopiekuńczą Mamą,a panika sobie w Mamie tyka....;-))))To powolne oswajanie Paciorka z Nianią jest w gruncie rzeczy powolnym oswajaniem Mamy z całą sytuacją....i jak tutaj nauczyć się wyłączać myślenie o domu,gdy jest się w pracy????Choć znając życie, wyłączyć myślenie o pracy, będąc w domu....też nie będzie proste..
Bycie Mamą to tak cudnie ciężka sprawa:)))....

Dzisiaj Dzień Dziadka.....trzeba wysłać życzenia,a później jechać z odwiedzinami i buziakami:***
...lecę je wysyłać...póki....pamiętam....;-))) (starość nie radość) ;-))

piątek, 21 stycznia 2011

początki bywją trudne...

Oj tak..bywają...szczególnie wtedy,gdy wszystko co techniczne jest mi...obce;-))Chociaż wydawało mi się,że sprawa pisania blooga jest mi już znana i nie powinnam mieć większych trudności...a jednak...No,choćby dzisiaj taki zwykły "szablon"...doprowadził mnie do szewskiej pasji,powarczałam po rodzinie i mogło się wszystko skończyć katastrofą.Dobrze,że jakoś zapanowałam nad sobą,laptopka nie utopiłam dajmy na to w zlewie,bo z pisania byłyby nici. Może kiedyś,ktoś będzie tak dobry i powie mi jak zainstalować choćby najzwyklejszy szablon (uprzedzam,że to miejsce gdzie trzeba klikać zostało przeze mnie nawiedzone...i..szkoda się znów nakręcać);-)
Ma najwspanialsza z Córek zanim wystrzeliła z domu na lodowisko zaczęła snuć wizje o przemijaniu.W sumie to nawet ma rację...aczkolwiek od razu sprostowałam,że to dzieci się starzeją....My - NIE!!;-))
Ale coś w tym jest...dzieci dorastają,chwile mijają i czasami ..umykają...
Paciorek za kilka dni skończy pół roku.Niby mało,ale mnie wydaje się,że to chwila.
Odkrywając macierzyństwo po 14 latach przynajmniej jestem pewna,że tych chwil z życia maluszka chyba niewiele mi umknęło.Bo i przywiązywałam chyba do nich większą wagę,odkrywając jak wiele umknęło mi gdy dorastała Najwspanialsza z Córek.Weźmy choćby taki "pierwszy ząb" ...ani ja ,ani jej ojciec ni w ząb nie potrafimy sobie przypomnieć,kiedy się pojawił...a pojawił się ,bo przecież Córka w uśmiechu pokazuje wszystkie ząbki:))A pierwszy ząb Paciorka był wyczekiwany i radośnie przywitany w Sylwestra zeszłego roku.
To chyba zaleta dojrzałego rodzicielstwa....inna perspektywa spojrzenia na dziecko i...samego siebie w tym rodzicielstwie.